Długo zastanawiałem się czy napisać cokolwiek na temat kondycji polskich grup dyskusyjnych, forów, głównie na temat poziomu wypowiedzi na nich zamieszczanych.

Do napisania tych kilku słów sprowokował mnie jeden z Kolegów (nie lubi jak nazywa się go audiofilem czy melomanem), częsty bywalec sali koncertowych, właściciel pokaźnego (delikatnie mówiąc) zbioru winyli i płyt CD. Przesłał mi fragment wypowiedzi ze znanego forum Audiogon. Treść przesłanego postu sprowokowała mnie do napisania tych kilku słów.

W środowisku audio świadomie jestem od ponad pół wieku a na wszelkich polskich forach (częściej jako obserwator) ponad ćwierć wieku. Często też zagłębiam się w lekturę forów brytyjskich
i amerykańskich, sporadycznie niemieckich.

Fakt ten uprawnia mnie, moim zdaniem do obiektywnej oceny polskich forów. Mam na ich temat zdanie, które podziela niemała grupa moich znajomych i kolegów. Wielu z nich podobnie jak ja przestało „udzielać się” na forach z powodów, o których niżej.

Niestety moje przemyślenia, poparte osobistymi doświadczeniami nie świadczą dobrze o tym co dzieje się i co się pisze na forach.

Środowisko audiofilskie w naszym kraju nie może poszczycić się, delikatnie mówiąc, wysokim poziomem kultury w odróżnieniu do wypowiedzi uczestników forów zagranicznych. Nie twierdzę, że na zagranicznych formach jest sielankowo, ładnie, pięknie i przyjemnie. Owszem dochodzi tam czasami do ostrzejszej wymiany zdań.

Taki brak szacunku wobec innych forumowiczów, atakowanie innych uczestników dyskusji, którzy mają odmienne poglądy, większe doświadczenie i wiedzę jest niespotykany nigdzie indziej.

Jaskrawym przykładem może być brak tolerancji i bezkompromisowe atakowanie osób „słyszących kable”. Nie rzadko pod adresem tych forumowiczów pojawiają się nie mające nic wspólnego
z netykietą obraźliwe sformułowania a nawet wulgaryzmy. Krótko mówiąc mają miejsce chamskie zachowania. Ataki przenoszą się często poza witryny forum.  

Co ciekawe takie pozbawione tolerancji postawy prezentują często osoby, które mają powierzchowną wiedzą i niewielkie doświadczenie w materii audio (małe osłuchanie). Często są to osoby „raczkujące” w audio, zazwyczaj młode, przekonane o słusznościach swoich racji, nie obcujące zazwyczaj z muzyką żywą (koncerty). Wiedzę o tym jak gra wzmacniacz, odtwarzacz CD itp., czerpią z przeczytanych recenzji w Internecie lub po krótkim (godzinny) odsłuchu w salonie audio. Następnie zabierają głos w dyskusji konfrontując swoją nieugruntowaną wiedzę z wiedzą osób doświadczonych, które sprzęt będący przedmiotem dyskusji mają od lat w swoich systemach.

Nasuwa się tu też refleksja natury bardziej ogólnej. Otóż część rodaków nie dorosła do korzystania z takiego dobra jakim jest Internet, o korzystaniu z dóbr jakie daje nam demokracja, o wolności słowa i tolerancji już nie wspominając.

Poniżej wspomniany tekst z forum Audiogon, dotyczący kabli zasilających Shunyata, Dh Labs.

Tekst jest tłumaczeniem fragmentów wypowiedzi jednego z uczestników dyskusji. Z góry przepraszam za niezbyt fachowe tłumaczenie, starałem się zachować jak najlepiej sens tekstu.


„Po latach czytania wątków o kablach uświadomiłem sobie, że osoby narzekające mają szereg problemów.

1) Nie słuchają muzyki akustycznej (co oznacza minimalnie inwazyjną inżynierię dźwięku podczas nagrywania) i nie mają pojęcia, jak brzmi waltornia, Stradivarius, a nawet wiolonczela w tzw. naturze. Wygląda na to, że większość narzekających słucha muzyki o wysokim stopniu inżynierii dźwięku, przetworzonej do granic niewyobrażalnych. To ewidentnie nie pomoże im w ocenie jakichkolwiek kabli.

 

2) Nigdy nie nauczyli swoich uszu tzw. uważnego słuchania. Zamiast tego polegają na „pomiarach”. W ten sposób zaprzeczają maksymie WSZYSTKICH liczących się projektantów (przynajmniej tych, którzy projektowali sprzęt w latach 70., 80. i 90.), która brzmiała:

 

ZAUFAJ SWOIM USZOM.

Narzekający – w każdym wątku, w którym dyskutowałem – szydzą z tego. Zastanawiam się, czy uważają, że projektanci PRAWDZIWEGO sprzętu z najwyższej półki nie użyli swoich uszu do „sfinalizowania” projektu. Uważają, że ludzkie ucho jest gorsze od narzędzia pomiarowego. Powiem wprost: są głupcami, pokładającymi wiarę w „instrumencie pomiarowym”. Głupi są jak cholera. Ludzkie ucho potrafi robić rzeczy, o których mikrofon mógłby tylko pomarzyć. Dlatego, bez żadnego osłuchania, chcą wierzyć, że nikt nie potrafi odróżnić jednego kabla od drugiego, podczas gdy ważniejszym argumentem jest: czy ten kabel sprawia, że ​​Stradivarius brzmi dokładnie jak Stradivarius, czy też jak zwykłe skrzypce. Nigdy nie będą w stanie odpowiedzieć na to pytanie, bo nie wiedzą. Narzędzie pomiarowe jest pomocne, ale nigdy nie powinno zastępować ludzkiego ucha. Przecież to hobby nazywa się AUDIO. To znaczy: ty słuchasz. Natomiast Oni nie. Oni nie słuchają i nie słyszą. To proste.

Co więcej, zauważyłem, że ludzie, którzy „wkroczyli” do społeczności audiofilskiej w XXI wieku, nie mają pojęcia o tym, jak brzmi dobrze nagrana symfonia (prawie każda płyta Mercury Living Presence czy RCA Living Stereo), a nawet solowy jazz (Kind Of Blue Milesa Davsa). Brakuje im też jakiegokolwiek wglądu w społeczność, w doświadczenie tych, którzy byli w tej społeczności 30 lat przed ich narodzinami.

Mając płyty od 50 lat, wiem, jak brzmiały na moim systemie z lat 70., w całości opartym na sprzęcie średniej klasy. Ale kiedy odkryłem High End i zacząłem korzystać z Audio Research, WATT/Puppies, elektroniki Rowland, a potem gramofonów SOTA, Goldmund i Versa Dynamics, usłyszałem znaczący skok jakościowy od bardzo dobrego hi-fi. O rany, to brzmi jak niemalże jak wykonanie symfonii, na której byłem dwie noce temu.

A potem pojawiły się kable.

Kable stały się branżą dopiero po 1987 roku. HP ogłosiło kable MIT najlepszymi na rynku, a potem Karen Sumner założyła Transparent, wcześniej była dystrybutorem MIT, więc rozłożyła ich projekty na czynniki pierwsze, dowiedziała się, co wiedzą, jak konstruują, potem założyła Transparent.

(…)

A potem pojawiły się inne firmy: Kimber Cable i Monster (które istniały już prawie przed wszystkimi!) i dostrzegły rynek, który warto wykorzystać. Ale w latach 80. i 90. (PRZED internetem) ludzie poważniej podchodzili do swoich systemów stereo, nie wspominając o tym, że użytkownicy sprzętu klasy High End składają się z wielbicieli muzyki klasycznej i jazzu, a większość z nas WIEDZIAŁA, jak brzmią instrumenty w naturze – na koncercie. Dorastaliśmy w latach 50., 60. i 70., gdzie często byliśmy zmuszani do chodzenia na lekcje muzyki, a przynajmniej słuchania występów zespołu w szkolnym audytorium. I latami chodziliśmy na parady (znowu muzyka na żywo!).

Dziś nie ma tego typu podejścia w kształceniu kolejnych pokoleń (wiem to, bo moi rodzice byli nauczycielami w liceum). Ludzie przechodzą przez całe dzieciństwo, kompletnie nie odróżniając nawet fletu od klarnetu. Bardzo często słuchają muzyki elektronicznej (ja też), używając takiej muzyki do krytykowania kabli, mówiąc: „Nie słyszałem różnicy”.

Ja myślę sobie: tak, używasz niewłaściwego rodzaju muzyki. W OGROMNEJ liczbie albumów, zwłaszcza tych z lat 80., zakres dynamiki jest bardzo mały. Kable nie zrobią więc różnicy, jeśli ktoś preferuje muzykę głównie rockową lub popową. Kiedyś byłem DJ-em i zaczynałem w latach 70., więc ZNAM różnicę między albumami z lat 70. a albumami z lat 80. Albumy z lat 70. brzmiały bardzo naturalnie, mimo że były nagrane wieloma mikrofonami. The Eagles brzmieli całkowicie „ludzko”, nawet na albumach, które nie były zbyt dobrze nagrane. Lata 80. były najgorszą dekadą dla wielu utworów muzycznych, jakich doświadczyłem w moim (wówczas) prawie 40-letnim życiu.

Innymi słowy, obecni słuchający praktycznie nie znają instrumentów akustycznych. Uważam to za bardzo zabawne. Podobno obecnie pokolenia zaczynają interesować się jazzem. Kręci ich to.  Wyobraźcie to sobie. Usłyszą instrumenty akustyczne, bo jazz to grupa mężczyzn i kobiet, którzy lubią dmuchać (dęty, flety), szarpać (stand-up, gitary, wiolonczela, kontrabas) lub walić (zestawy perkusyjne, ksylofony).

Nie słuchajcie wypowiedzi ludzi, którzy nie mają doświadczenia z muzyką nagrywaną naturalnie. (Zdarzyło mi się, że ludzie odpowiedzieli na post, pisząc: „Nie słucham muzyki klasycznej ani jazzu”, a moja odpowiedź brzmiała: „No cóż, w porządku, ale jak można ocenić jakikolwiek element, jeśli cały czas gra się muzykę przetworzoną?”). Prawda jest taka: ONI NIE MOGĄ ocenić.

Są przykładem trzech niewidomych mężczyzn dotykających słonia. Jeden dotyka kłów, drugi nóg, a trzeci ogona. Oczywiście wszyscy się mylą. I tak samo mylą się sceptycy. Niewprawne uszy (a oni nawet NIE CHCĄ nauczyć się, jak słuchać poprawnie/uważnie), zły wybór muzyki i system z kablami ułożonymi jeden na drugim.

Jeśli uważasz, że Twój system stereo nie może brzmieć lepiej, spróbuj ułożyć kable tak, aby żaden z nich się nie stykał, ale SZCZEGÓLNIE przewód zasilający nie powinien dotykać kabla sygnałowego (interkonektu lub głośnika). Jeśli odczekasz godzinę po prawidłowym ułożeniu systemu, będzie brzmiał czyściej i wyraźniej. Ale ta rada trafia w próżnię. To trochę tak, jakby próbować rozmawiać z 16-latkiem i powiedzieć mu, że dokonuje złego wyboru: trafia w próżnię.

Pracowałem z technikiem ratownictwa medycznego, który był w zespole, i zapytałem go: „Ilu z twoich znajomych wie, jak brzmi JAKIKOLWIEK instrument akustyczny?”. Wyraz jego twarzy mówił wszystko: był zniesmaczony, gdy odpowiedział: „ŻADEN Z NICH”. Czy możesz sobie wyobrazić, że masz 50 lat i nigdy nie słyszałeś nawet gry na tubie? (I nie krytykuję tych, którzy dożyli 50 lat i nie potrafią zidentyfikować instrumentu. Mówię tylko, jak niezwykłe byłoby przejście od przedszkola do 12. klasy bez usłyszenia muzyki na żywo (bez wzmacniacza, za wzmacniacz dziękuję). Jestem pewien, że niektórzy z nas to rozumieją, ale nie wielu z tych, którzy urodzili się w latach 90. i później. Ponieważ nie mieli kontaktu z muzyką w szkole po zmianie wymogów (w 1964 roku).

Nie marnuję czasu na ludzi, którzy nie mają ŻADNEGO zainteresowania tym, jak mogą ulepszyć swój system bez wydawania pieniędzy, ale nadal przestrzegam wszystkich o zasadach (na przykład nie umieszczaj głośników blisko tylnej lub bocznej ściany), które pomogą im uzyskać lepszy dźwięk i nie potrafią zidentyfikować ani jednego instrumentu akustycznego. Ja tego nie rozumiem.


Jedna poprawka do mojego posta z 20.04.2024

Nie chcę sugerować, że sam fakt bycia młodym oznacza, że ​​ludzie nie słuchali – albo nie są zainteresowani – uważnym słuchaniem (choć z pewnością tak to brzmi po ponownym przeczytaniu).

Mówię, że obecnie jest mniej okazji do słuchania muzyki na żywo, która nie jest w jakiś sposób nagłośniona, w sposób, który nigdy nie stanowił problemu 50 czy 60 lat temu, kiedy chodziłem do liceum. Chodziło się do domu przyjaciela, który miał ćwiczenia na pianinie albo lekcje gry na tubie (wtedy współczułem kumplom, którzy musieli uczyć się grać na tubie). Ale wielu z nas z tamtych czasów znało jedną czy dwie osoby, których rodzice zmuszali do lekcji muzyki, więc czasami słyszało się ich grających na pianinie z odległości 3 metrów. Mieliśmy DUŻO większy kontakt z muzyką akustyczną i instrumentami (wtedy nie było zbyt wielu innych!) niż dzisiaj.

Szanuję również komentarze kolegi megabyte’a, ponieważ on faktycznie słuchał. Mówi, że po prostu nie słyszy różnicy w kablach i ja mu wierzę. Mogę szanować każdego, kto wykonał pracę, a POTEM mówi, że jej nie słyszał, ale w większości przypadków na tych forach tak nie jest.

Wystarczy zapytać kogoś, kto próbuje cię wyśmiać na temat różnic w kablach, jakiego rodzaju muzyki słucha, a okazuje się, że rzadko jest to muzyka akustyczna (w tym rock!). Ludzie po prostu wolą wierzyć, że cała ta dziedzina to mitologia, voodoo  (i że nie słyszymy, co uważam za zabawne, bo jestem stary, a mimo to wciąż słyszę struktury alikwotowe, powiedzmy, fortepianów czy klawesynów), a ci sami ludzie wygłaszają lekceważące komentarze, ale znowu, nie mając ŻADNEGO doświadczenia. Nie mam ŻADNEGO szacunku dla tych komentarzy i ludzi, którzy za nimi stoją (ale tylko w tej kwestii).

Mój przyjaciel powiedział mi w zeszłym roku, że nie miał pojęcia, czym jest „zakres dynamiki”, dopóki nie zabrałam go do symfonii i nie usłyszeliśmy Błękitnej rapsodii Gershwina, a w kolejny weekend Ognistego ptaka Strawińskiego. Potem zrozumiał, kiedy wyjaśniłam, że w audio niektóre urządzenia odtwarzają tylko średnio-głośne dźwięki, ale jeśli chodzi o cichsze dźwięki (od fortepianu do pianissimo), a nawet duże crescendo, sprzęt nie może tego zrobić.

A tak naprawdę muzyka klasyczna nie była czymś, z czym miał wcześniej styczność. Kiedy zaczął chodzić do filharmonii, to się zmieniło i zwracał uwagę na pewne rzeczy, takie jak staccato czy legato (po symfonii, a nie w jej trakcie!). Teraz rozumie, co mam na myśli, kiedy mówię, że chcę usłyszeć utwór muzyczny w filharmonii, i zaczął czerpać z tego przyjemność.

(…)

I na koniec anegdota o kablach.

W 2013 roku, kiedy kupiłem interkonekt Tyr 2 firmy Nordost i wymieniłem kabel głośnikowy, odwiedził mnie znajomy w drodze do Bostonu. Jest dyrygentem dużej orkiestry symfonicznej (nie podam nazwiska i jaka to orkiestra). Posłuchał mojego systemu, a potem zwrócił się do mnie – bez żadnej zachęty z mojej strony – i powiedział, że nigdy wcześniej nie słyszał tylu harmonicznych z mojego systemu. Chodziło wyłącznie o interkonekty Nordost i kabel głośnikowy Shunyata. Usłyszał poprawę wyraźnie, mimo że nie miał pojęcia, co się zmieniło, i nie słyszał mojego systemu od roku czy dwóch. Ale możemy się chyba zgodzić, że jako dyrygent ma bardzo wyszkolony słuch.

W dużej mierze zależy to od doświadczenia i wiedzy. Tak jak w każdej dziedzinie, gdzie od kogoś wymaga się dogłębnej znajomości tematu przed wydaniem osądu.”

 

Views: 35