Jestem coraz bardziej zaskoczony i rozczarowany tym co się dzieje na współczesnej scenie jazzowej.

Obecnie grany jazz, ten tworzony przez pewien krąg muzyków w naszym kraju i na świecie coraz bardziej wprawia mnie w stan konsternacji. Często odnoszę nieodparte wrażenie, że słucham muzyki, która ma więcej wspólnego z muzyką eksperymentalną lat 50-60 niż z jazzem.

Mógłbym powtórzyć za śp. Nieodżałowanym Janem Ptaszynem Wróblewskim, że niektóre dokonania współczesnych muzyków jazzowych, szczególnie młodej generacji przypominają twórczość rodem z „warszawskiej jesieni”.

Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież muzyka ewoluuje. Tak to prawda. Jednak ewolucja nie polega na totalnym zerwaniu z korzeniami. Oderwania się od tego co tworzyli poprzednicy dzięki, którym powstał ten gatunek muzyki.

I tak przykładowo eksperymenty, które miały miejsce na początku XX wieku w muzyce klasycznej nie przyniosły jej twórcom zbyt wielkiej popularności. Owszem pewne kręgi krytyków i słuchaczy zachwycały się nowymi prądami czy trendami tak jak miłośnicy jazzu zachwycają się tym co obecnie ma miejsce w jazzie.

Osobiście nie pojmuję, jak można ekscytować się tym co się obecnie dzieje na tzw. ekstremalnym biegunie jazzu. Nie wykluczone, że jestem zachowawczy w swych poglądach, zapewne przez wielu będę uznany za dinozaura człowieka o małej wyobraźni i wąskich horyzontach. Trudno, jakoś się z tym pogodzę.

Jazzu świadomie słucham od początku lat 60. Wzrastałem, rozwijałem się intelektualnie i muzycznie wraz z nim przez wiele lat. Zachwycały mnie zmiany jakie miały miejsce w jazzie, ba nawet krytykowany wówczas przez wielu free jazz był dla mnie czymś odkrywczym. Potrafiłem też odnaleźć w nim to co było charakterystyczne i, co było fundamentem w początkach jazzu.

Obok muzyki klasycznej jazz zajmuje niemal niepodzielne miejsce w moim życiu. Słucham nie tylko tego co stworzono i grano w przeszłości. Słucham współczesnego jazzu, śledzę pilnie muzyków młodego pokolenia. Dokonania wielu z nich zaliczyć można do niebanalnych a nawet odkrywczych.

Mam świadomość, że eksperymentowanie jest nierozerwalnym elementem w każdym gatunku muzycznym. Często w drodze eksperymentu powstają nowe gatunki i prądy muzyczne. Jednak nikt nie zaliczy rapu czy hip hopu do muzyki pop, rocka czy reggae. To inne różniące się od siebie gatunki muzyczne, które powstały w zupełnie innych warunkach, w innym czasie, na innym gruncie kulturowym. Każdy z tych gatunków niesie ze sobą zupełnie inne przesłania, często ma określony, choć nie zawsze krąg odbiorców.

Często zastanawiające jest czy słuchacze fascynujący się obecnymi, nazwijmy je eksperymentami w jazzie sięgnęli do źródeł jazzu, czy mieli choćby pobieżnie kontakt z jazzem lat 40-80, ragtimem, wczesnym bluesem. Rodzi się też pytanie czy mieli okazję zapoznać się głębiej z muzyką klasyczną, szczególnie muzyką okresu średniowiecza, baroku, czy renesansu. Wszak ta właśnie muzyka często była i nadal jest inspiracją dla wielu muzyków jazzowych. Zarówno tych tworzących w XX wieku, jak i tych, którzy tworzą obecnie.

Views: 15